День грусти и печали

Posted on Февраль 28th, 2009 by Ослик

…Сегодня я проснулась рано утром, приготовилась морально и не могла дождаться 9.00 — мой час на дорогах. Но один взгляд в окно и тяжкие сомнения зашевелились в сердце…Ах, они были оправданы. Настоящая зимняя метель, ничего не видно. Через минуту позвонил инструктор и отменил урок из-за экстремальных погодных условий. Пришлось согласиться и договориться о следующей встрече. Какая отличная погода…солнышко светит…

Машина времени

Posted on Февраль 27th, 2009 by Ослик

16 jazda — 1 godzina. Jak ten czas szybko leci…Dzisiaj jakiś chłopak odwoził siebie do domu, siedziałam z tyłu. W pewnym momencie nie mógł się zdecydować, jaki pas zajać. Mało brakowało, a byłoby babu i bym sobie dzisiaj nie pojeździła. Gdy wysiadł, skrytykowałam go i…zostałam pomszczona! Najpierw kilka razy zgasł mi samochód na starcie, potem chciałam ruszyć w długą, ale Piotr mnie zatrzymał i z błyskiemw oku kazał wrzucić wsteczny. Posłusznie przeturlałam się naazd i ujrzałam…dupielca. Znaku «nakaz skrętu w prawo» nie zauważyłam. Uuuuuups. «Ksiązkowo» zrobiłam rondo, ale instruktor postanowił mnie łapnąć na przepisach i kazał zatrzymać się za przejśiem dla pieszych. Zrobiłam milczenie owiec i zatrzymałam się. Niestety, już w miejscu, w którym zatrzymywać się nie wolno. Zapamiętam to sobie. Potem zatęskniłam za pachołkami, więc udaliśmy się na…można by to nazwać placem, ale jak na razie to miejsce do pływania i hodowli kijanek. Łuczek znów szedł mi ciężko, tym razem były ofiary — biały pachołek sztuk jeden, który stał z tyłu. Patrząc na niego uważnie, podcięłam biedaka, że nawet nie pisnął. Nastepnie oddaliłam się z miejsca zbrodni. Wprawdzie chciałam wysiąść i przeprosić, ale Piotr nie dał ;-]. Poza tym żadnych rewelacji nie było. Jeździliśmy już po trudniejszych ulicach. A na koniec…podjeżdżałam już do domu i wypadło przepuscić pieszego na pasach. Zrobiłam wszystko ślicznie, już instruktor miał mnie pochwalić, że i zahamowałam i sprzęgło wcisnęłam, a ja wzięłam i przekręciłam kluczyk. I wtedy już samochód nie miał wyścia — musiał zgasnąć. Jeszcze podejrzewałam Piotra, że pomaga mi sprzęgłem, więc stwierdził, że od tej pory, gdy będziemy ruszać i skręcać, on będzie głośno tupać:), żebym była pewna, że pedałów nie dotykał i że ja siama.

mogę nie wymyślać tytułu?

Posted on Февраль 26th, 2009 by Ослик

15 jazda — jedna godzina. Wszystkie wandzikony przekroczone. Rondo dziś udobruchałam, ale zaczęły się pachołki. Do przodu łuczek zrobiłam z wielką przyjemnością i bez zastanawiania się. Ale do tyłu…Piotr nieźle się ze mnie uśmiał, kiedy strzeliłam pawiana i na pytanie:»Czy widzisz pachołki?» odpowiedziałam:»Widzę…a gdzie są?». Rzeczywistość w lusterkach jest zupełnie inna od «rzeczywistości rzeczywistej». Wszystkie pachołki przeżyły, ale tylko dlatego, że łuk robiliśmy zusammen. Po tym wstrząsie kazał mi ruszyć na miasto, gdzie wyznałam, że jestem w sumie ślepa…To i tak wyszłoby na jaw, gdzy zobaczyłam przed sobą jakiś czołg do robót drogowych i myślałam, że on stoi. Dziś znów posypały się pogróżki, ale tym razem  z mojej strony — zagroziłam Piotrowi, że będę go bić za każdą próbę pomocy mi podczas ruszania. Pod koniec godziny stałam się lekko niebezpieczna i sypnęłam jak z rękawa całym zestawem błędów typu: kangurek rzeźki, potrójna żabka falująca, brak kierunkowskazu podczas omijania, rozkraczenie się samochodem w poprzek ulicy, gdy instruktor posłuchał groźby i przestał mi pomagać…Jutro go zaknebluję (instruktora) i sama postaram sie dziobkiem nie kłapać, tylko się skupić.

Z prochu…w proch…

Posted on Февраль 25th, 2009 by Ослик


Popielec. Z chwilą posypania głów tym znakiem przemijania, cały Kościół Boży wkroczył w czas Wielkiego Postu. Dopiero wieczorem miałam możliwość uczestniczyć we Mszy Św. Zmęczona, wygłodzona ( :) ) i chwiejąca się na nogach, ale byłam. Starałam sie wyciszyć, chociaż ciągle wracała gorycz usłyszanych kilka dni temu słów…a myśli wędrowały gdzieś za wschodnią granicę.

Garść popiołu w ręku Boga. Tylko tyle? Gdyby tylko tyle, daremna byłaby moja wiara. A przecież wiara to jedyna rzeczywistosć, która tłumaczy moje istnienie tutaj. Tylko tyle… ale dla tej garści popiołu Bóg spłonął z Miłości. Tylko tyle…ale dziś przypomniałam sobie o Nadziei.

Пойди туда, не знаю куда или понедельник день тяжелый

Posted on Февраль 23rd, 2009 by Ослик

Пойди туда, не знаю куда, принеси то, не знаю что — вот так, согласно приказу из русской народной и живу. А раз уж на то пошло, что цитирую, то еще мне вспоминается присказка о пойманном медведе.Привести — да не идет. Придти самой — да не пускает. А человек это такая скотина, которая ко всему привыкнет. Особенно женщина. Пора на работу собираться. Арриведерчи.

Вечером того же дня. Поработала, что называется…На занятиях по живописи оказалось, что Сильвестр (единственный парень в группе) скорее сам себя подключит, чем аппаратуру. Позвали на помощь постороннее лицо. Аппаратура заработала. Лицо ушло-аппаратура перестала работать. Потеряв терпение, я потребовала другую аудиторию. С экраном. Потом помчалась подписывать договор о стипендии. Только дома прочитала внимательно и оказалось, что в течение ближайших пяти лет мне нельзя будет отсюда уволиться. Сюрприиииз. На других занятиях я почувствовала, что сейчас перенесусь в другие миры. А на последних группу пришлось отпустить раньше — трудно было выдержать. Доплелась до дома и рухнула в постель. Старость облезлой кошкой подкрадывается ;-]

У С. 25-го экзамен. Переживает и как шимпанзенок барабанит в клавиатуру, решая тесты. Вроде бы у неудобно и не принято с первого раза сдать, но от такого создания можно ожидать чего угодно :). Я лично нисколько не удивлюсь.

Забыла похвастаться — в субботу ездила САМА по окрестным дорогам. Совсем неплохо получалось. И понравилось. Хочу повторить.