Stary roczek,nowy roczek-latka lecą

Posted on Декабрь 31st, 2009 by Ослик

fajerwerki-wianki-3Wypadałoby zrobić krótkie podsumowanie. Cóż, trzeba przyznać, że 2009 był trudnym rokiem. Coś jak 2004. Zaczynał się z odrobiną nadziei i życzeniami sms-owymi przed północą. Wtedy jeszcze wydawało się, że los się odmieni, a wszelkie lęki są jedynie wynikiem mojego czarnowidztwa. Jednak koniec zbliżał się wielkimi krokami. Właściwie stopniowo. 14 kwietnia zdarzyło się  mega BABU. Na początku lipca był nóż w plecy albo, jak ktoś chce — w serce. Unikając utartych frazesów, stwierdzam, że z wielkim rozpędem runęłam w przepaść, przypominając sobie 10 piętro akademika na Poczekajce. Prędkość spadania była tak zawrotna, że omal nie zostałam zmieciona z kart tej historii, którą, jak czasem mi się wydaje, wcale nie ja piszę. Na szczęście, znałam już wtedy Agatę. Współczuły mi też dwa koty — Patataj i Tuliś. Mieszkając przez 3 miesiące w Warszawie, zdążyłam poznać to miasto i nawet zaczęło mi się ono podobać. Chociaż meandry psychiki ludzkiej zawiłe są i nieraz ścisnęło mi się serce, gdy trafiałam w miejsca, które chcąc nie chcąc kojarzyłam tylko z jednym. Nawet wyprawa do Podkowy Leśnej na konie miała swój smutny akcent, gdy przejeżdżając przez pewną miejscowość musiałam zamknąć oczy i głęboko skupić się na czymś innym. Wiecie, że istnieją takie stopnie rozpaczy, gdy człowiek nie jest w stanie złapać tchu? Przedtem myślałam, że jest to wymysł polskiego grafomana, żałośliwie piszącego o samotności, seksie i internecie. Okazało się, że zjawisko istnieje i było mi dane doświadczyć go na sobie. Co jeszcze może robić człowiek, pod którym wszystkie mosty się po kolei palą? Na przykład, może całymi dniami nie wychodzić z domu. Może nabawić się długotrwałego jadłowstrętu. Może utknąć w sieci, żeby tylko nie pojawiać się w świecie rzeczywistym. Może chować się w książki. W totalną bezsenność. W zwiotczenie wszystkich władz duszy i ciała. Może próbować uciekać w inną relację, łudząc się, że serce chwyci podrórbkę. Innym razem może ciągle spać. Pewna dziewczyna mówiła, że gdy TO jej się przytrafiło, przez cały miesiąc nie wychodziła z łóżka. A gdy już wyszła, dała się przelecieć pierwszemu lepszemu. Nie pomogło. Jej historia, na szczęście, potoczyła się nieźle. Nasza z W. niestety, nie. Rozmawiałam z nim parę dni temu i stwierdziliśmy zgodnie, że po czymś takim człowiek, jeśli się podniesie, to już nigdy tak naprawdę nie będzie w stanie kochać. Pogratulowaliśmy sobie wspaniałej perspektywy. Jesteśmy z tego samego rocznika, jest parę dni ode mnie młodszy. Jemu też świat się na łeb zawalił w 2004. Towarzysz niedoli.

Do Rosji w tym roku nie pojechałam. Po prostu dlatego, że gdy trzeba było iść wyrabiać wizę, byłam tak chora, że autentycznie ani rączką, ani nóżką. Dobrze, że Zośka była obok. No i poznałam ciocię Maszę, która okazała się wielce pomocna. Musiałam się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Ale na początku września Pan Bóg uśmiechnął się wyprawą na Krym. Pamiętam, jak wstawałam wczesnym rankiem, szłam na plażę i siedziałam na brzegu, ogrzewana pierwszymi promieniami słońca, zupełnie sama i jakby oddalona od swojego bólu. Czułam się wtedy prawie szczęśliwa. Nawet zostałam porównana przez jednego z plażowiczów do Assol:). Potem…17 listopada udało mi się sfinalizować sprawę z prawem jazdy i wczoraj o 9.30 dostałam ten papierek w swoje łapki. Huuuurrrraaa. Zapalawszy miłością do kopytnych czworonożnych zaczęłam jeździć konno. Ostatnio nawet nabywszy toczek (bo na kaszczek na razie nie uskładam).

Uczestniczyłam w paru konferencjach, na których wystąpiłam z większym lub mniejszym powodzeniem (pamiętam, że na warszawskiej, w marcu, tak się denerwowałam, mając nadzieję, że P. zawita, że dałam się ściąć pewnym złośliwym pytaniem).

Ah, no i wielce dramatyczne wydarzenie w życiu każdej kobiety — skończyłam 30 lat. A że rozłożyło mnie choróbsko, ten dzionek spędziłam w towarzystwie własnych zatok i dużej ilości chusteczek.

O czym tu jeszcze warto powiedzieć…Pewnie coś mi umknęło, ale nie mam ochoty przeglądać stronek po kolei.

Wejdźmy zatem w kolejny rok. I pamiętajmy — lepsze płonne nadzieje, niż żadne.

Wesołe jest życie staruszka, czyli ząbki wszędzie, tylko nie w buzi

Posted on Декабрь 29th, 2009 by Ослик

Właśnie przed chwilą połowa populacji naszej rodziny omal nie zeszła na skręt kiszek ze śmiechu. Leżę sobie spokojnie,czytam książkę jak najbardziej poważną…bo o kresie ludzkiego życia. Nagle wpada spłoszona babcia z oczami na trzy czwarte i pyta, gdzie jest ciocia. Usłyszawszy hasło:»Pomóż, bo dziadek zęby zgubił», rzuciłam się dzielnie na ratunek. Na mojej drodze siedział Lizus i coś podejrzanie omlaskiwał. Zajrzałam z boku — nie zęby i pomknęłam dalej jak szczała…yyy…strzała. Wpadam do kuchni, a tam dziadziuś stoi na środku, krzesła poodsuwane, koty popłoszone i ogólny harmider z zamieszaniem razem wzięte. Po chwili wpada do tego rosołu ciocia i po męsku zaczyna zaprowadzać porządek:»Które zęby zgubiłeś?». Dziadziuś odpowiada, że dolne…zbaraniałam, bo te ząbki grzecznie sterczały mu z buzi. Po chwili konsternacji padłyśmy ze śmiechu…przybiegła babcia, która ze zdenerwowania nagrodziła dziadziusia czułym epitetem z gatunku świata zwierzęcego i w następnym momencie wszystko było już w porządku — dziadek nadal jadł zupkę, Lizusowi zwrócono honory, a ja omal się nie zawinęłam.

Poświąteczne zmęczenie

Posted on Декабрь 27th, 2009 by Ослик

В принципе, какая радость, что Рождество уже прошло. Давно так не устала. Скоро новый год, подведение итогов и попытка в очередной раз изменить если не все, то хоть что-нибудь. Возможности дл яэтого есть, но разве это мое? Сердцем чувствую, что нет. Сегодня на Мессе опять внутренне взвилась на дыбы, упрекая Господа то в том, то в этом. Что-то вроде возмущения избранного народа — ну сколько можно таскаться по пустыне, а? Земля обетованная, где она? Или горечь старшего сына — ведь я столько лет служила верой и правдой, эх Ты, Отец…Возмущение вполне естественно, хоть надо признать, что Мария с Иосифом в трудных моментах своей жизни не возмущались. Но смирение…ах смирение так порой невыносимо…особенно для осликов.
Кстати, тема моей очередной статьи — самоубийство. Интересно, что в монотеистических конфессиях существует безапелляционный запрет лишать себя жизни. Исламские фанатики — самоубийцы не в счет — это не религия, а политика. А вот буддизм, индуизм совсем не против такого завершения человеческой жизни. Как известно, в древнем Риме добровольный уход из жизни зачастую спасал честь и имущество самоубийцы. Часто люди выручали палача, направленного к ним императором. Оправдывали это тем, что легче умереть, наложив на себя руки, чем от пыток и издевательств других. Тут немного некстати вспоминается поступок жены Цицерона, которого предал его же воспитанник. Как это кончилось для философа, все отлично знаем. Воспитаннику пришлось гораздо хуже — кровожадная женщина велела палачу отрезать тело несчастного предателя по кусочкам и заставляла жертву съедать их. Это наверное единственный в истории случай авто-каннибализма. О времена, о нравы. Исследуя проблему самоубийства в творчестве Бунина, я прихожу к выводу, что с одной стороны, в это была немалая доля истерики…а с другой, для писателя равно чудовищной казалась жизнь после утраты любви (ибо это у него единственная причина), как и лишение себя такого чудесного, вопреки всему, дара, каким является жизнь. Поскольку же смею утверждать, что при всем своем эклектизме, был он человеком неверующим, то больше, чем факт смерти, его ужасала пустота и тьма, у которую якобы должна погрузиться каждая личность.

Psy szczekają, Papież idzie dalej

Posted on Декабрь 26th, 2009 by Ослик

Nie śledzę uważnie wiadomości, więc umknęła mi «pasterkowa rewelacja», którą karmią się media i telecielęta różnych maści, mający widocznie wskutek Czarnobyla живчики w tym miejscu, gdzie zazwyczaj ma się mózg. Podziwiam Ojca Świętego za opanowanie i zaufanie do Boga, które pomogły mu kontynuować uroczystość po tym przykrym incydencie. Zdenerwowały mnie komentarze na różnych polskich stronach. Nawet jeśli myślących podobnie jest mniejszość, to i tak o wiele za dużo, świadczy to o tym ,że polskie  morale nie spada — ono zostało zakopane w najgłębszym kraterze podwodnego wulkanu. Wolność słowa nie powinna polegać na tym, aby każdy, кому не лень mógł się dzielić z ogółem swoimi wymiocinami albo innymi wydalinami swoich niezbyt rozgarniętych organizmów jednokomórkowych (nawet najlepszej marki). Ok, wracamy do rzeczywistości. Tak naprawdę to wydarzenie nie jest największym problemem…Fu, jaką «nienawiścią» zionie moja wypowiedź ;-]. Dodałabym tu parę słówek na temat «dobrej śmierci», palenia ciałek wyabortowanych dzieciątek, z prochu których buduje się drogi, pecha innych dzieciątek, adoptowanych przez zboczeńców…itd. A maleńki Jezus w ramionach swojej Matki jest bezpieczny. Módlmy się i my o opiekę i dobre dłonie Maryi, gdyż nigdy nie słyszano, aby opuściła tego, kto się do Niej ucieka i Ją o przyczynę prosi. Taki morał drobnego incydentu.

:)

Posted on Декабрь 24th, 2009 by Ослик

noworodek-b400