Chyba już o tym pisałam…

Posted on Февраль 24th, 2011 by Ослик

Skoro zebrało mi się na wspominki o «szwędaczce» po Kaukazie, nie mogę pominąć milczeniem Mongoła. Ta gniada (tak się chyba ten odcień nazywa) bestia była tyleż stara, co przebiegła. Wałach najbardziej lubił — cukier, nic nie robić i puszczać tak siarczyste bąki, że gdyby przyłożyć mu w tamtym momencie zapaloną zapałkę do wiadomego miejsca, bez trudu i natychmiast znaleźlibyśmy się razem na jednym z elbruskich szczytów. I pewnie tym wyższym. Mogę się mylić, ale to była wycieczka organizowana przez Tanex, bodajże na Gum-Baszy. Szczerze trzeba powiedzieć, że konie wyglądały raczej żałośnie i teraz pewnie zrezygnowałabym z wycieczki, żeby nie męczyć biednych zwierząt. Mongoł może i zaliczał się do «biedncyh zwierząt», ale odnaleźć się w tej ciężkiej dla końskiego grzbietu i nóg rzeczywistości to on umiał stanowczo lepiej, niż ja. Dla mnie to był «prawie pierwszy raz» na koniu. Piszę «prawie», ponieważ jako dziecko parę razy oglądałam świat z wysokości i nawet mi się podobało (czego nie można rzec o mojej drogiej babuni, która w tym czasie biegała wokół konia i lamentowała wniebogłosy, że dziecko spadnie i się zabije). 11.08.2008 — postanowiłam «coś przeżyć» i wyciągnęłam P. na przejażdżkę konną. On stary wyjadacz, poradził sobie, rzecz jasna, w stylu podwarszawskiej szarży, ale obawiał się o moje umiejętności (a raczej ich brak). Prawdą, jednak jest, że im mniej człowiek wie, tym mniej się boi, bo do sprawy podeszłam nawet dziarsko. No i tu…trafił mi się Mongoł. Jak powiedział przewodnik — «самый козырный конь в конюшне». W rzeczy samej. urodą nie grzeszył. Charakterem też nie. dscf7010
A najpewniej był już tak zajeżdżony i umęczony, że miał wszystko i wszystkich w…chrapkach.
dscf7053
Na dodatek, jak na moją jaśnie-wysokość był troszkę za niski, w efekcie wyglądałam na nim jak na ośle. Ewentualnie na psie.
Razem wyglądaliśmy wręcz przeuroczo, bo przed wyruszeniem zaczęło lekko kropić i dostałam wielką, obszerną czabanową kurtkę.
dscf7101
Mongoł był w swoim żywiole, czego nie można było powiedzieć o mnie. Gdy wszyscy wyruszyli w trasę, on ostentacyjnie zaciągnął mnie w wielkie pokrzywy i ani błaganiem, ani szturchaniem nie dał się z nich wyprowadzić. Myślałam, że ryknę. Okazał się jakoś bardzo żarłoczny, bo co rusz sobie poskubywał, co oczywiście opóźniało naszą wyprawę. Widoki dopisywały, koń p…dział na potęgę — co ciekawe, on się w ogóle nie wstydził, a ja to i owszem. Nie znałam jeszcze wtedy przysłowia, że «gdy koń parska i pierdzi, to o swoim zdrowiu twierdzi». W każdym razie, robiło bydlę, co chciało, ostentacyjnie pokazując, że wycieczki górskie nie należą do jego hobby. W końcu dostałam «palcata», urwanego przez jednego z przewodników z drzewa. Mongoł ruszył trochę żwawiej, a ja odetchnęłam, że nie zostanę w górach sama. Chociaż zabłądzić, to byśmy na pewno nie zabłądzili, bo drogę do stajni ten podły znał doskonale:). Nawet, gdy już wracaliśmy, zdobył się na nieco przypominające galop :). przyszła pora postoju i popasu. Hm, do dziś bardziej lubię wsiadanie, niż zsiadanie, ale tam to zsiądnięcie było…oj. Tak mi coś strzyknęło w krzyżu, że iskry, które poleciały mi z oczu, pewnie były widoczne na parę kilometrów. Dzielna ze mnie babka, więc ani piskiem nie dałam poznać, że się prawie złamałam. Przyznam, że potem ponad pół roku dokuczał mi kręgosłup;] W powrotną drogę Mongoł z «workiem» na grzbiecie udał się już nieco żwawiej, przeczuwając koniec wycieczki. ogólnie byłam bardzo zadowolona, do momentu, kiedy ujrzałam zdjęcia:). Po ich zobaczeniu, postanowiłam, że muszę się nauczyć jeździć konno, co teraz końsekwentie realizuję.

Смотрю и прошлое вспоминаю…

Posted on Февраль 24th, 2011 by Ослик

http://www.panoramy.wyprawy.org/donguzorun.php

Dzień z życia «stajni»

Posted on Февраль 23rd, 2011 by Ослик

Po przerwie międzysemestralnej nasza stancja-stajnia ponownie się zapełniła i wróciła do rytmu. Klaczka Ania, znów do późna w nocy romansuje przez telefon z z własnym mężem (!?), klaczka Milena bunkruje się w swoim boksie, klaczka Zosia przekształca się w klaczkę Katastrofę, ponieważ jednego dnia zdołała wywalić kwiatka doniczkowego i upuścić w szczelinę między zlewem i kuchenką łopatkę drewnianą, z którą ja, czyli klacz seniorka, osobiście czuję się mocno związana. Finał był taki, że Zośka cały wieczór spędziła grzebiąc wszystkimi możliwymi patykami i kijami w w tej szczelinie. Wydostała łopatkę i namacała nawet widelca, który w tej czarnej dziurze wylądował sporo wcześniej. Odzyskać go,niestety, się nie udało. Zaś mi natchnienie do łba uderzyło i działam naukowo…

Spracowany

Posted on Февраль 23rd, 2011 by Ослик

ja-kiciole

«- А теперь о высоком. — О чем? — О высоком, мать твою…» Отрывок из диалога двух преподавателей ВУЗа

Posted on Февраль 21st, 2011 by Ослик