Poc.przyspieszony i ofiary lekarskiej nad(niedo)gorliwości

Posted on Январь 3rd, 2012 by Ослик

Za pierwsze powyższe sformułowanie przepraszam wszystkich znawców języka jidysz. Jako że w tym języku słowo “poc”..khm…oznacza nie całkiem cenzuralną, acz niezbędną dla rozmnażania ludzkości część ciała mężczyzny. Otóż A. miał dziś niezły ubaw, lecąc na oparach miłości i trwogi do swojej umierającej łabędzicy. Na bocznej ścianie pociągu podświetlona tablica, oznajmiająca z niewinnym pietyzmem “poc. przyspieszony”. Chichot losu…ale nasi kolejarze z pewnością nie mieli na myśli wstydliwego problemu niektórych panów, bo “przyspieszony” może się z łatwością kojarzyć z “przedwczesny”. A tego byśmy nie chcieli.
Co do drugiej części tytułu, to łabędźica (czyli ja) miała się dzisiaj nad wyraz kiepsko. Właściwie, miała się kiepsko już od Wigilii, ale że wolne i można sprawę przeleżeć, to i nie popiskiwałam. W nastroju dość nawet bojowym usłyszałam dźwięk budzika i podniosłam swoje nędzne ciało z łóżka. Całkiem szybko i niezauważalnie znalazłam się na nim z powrotem, z chyba trochę głupią miną i bez oznak przytomności, które wróciły dopiero po chwili. Potem był szybko myk do łazienki po jakiekolwiek naczynie…nie, niestety, nie jestem w ciąży. W każdym razie, nie dane mi było dzisiaj znaleźć się w pracy, którą naprawdę lubię. I zajęcia akurat ciekawe przygotowałam. Twoju mat’…Zamiast tego musiałam się udać w asyście A. do przychodni (czego bardzo nie lubię), tam na EKG i z nietęgą miną, bo nie miałam przy sobie aktualnego dokumentu ubezpieczenia. A skąd miałam wiedzieć, że 3 dni po Sylwestrze, na którym piłam jedynie szampana (bezalkoholowego) będę potrzebowała wsparcia ze strony służby zdrowia??? Potem do szpitala na izbę przyjęć. Bardzo zdziwiłam lekarza, któremu wyjaśniłam, że ja nie chcę żadnych badań, tylko zwolnienia lekarskiego i puśćcie mnie do domu poleżeć, wyliżę się sama. W końcu wróciłam do swojego wyreczka. Zasmucona i spłakana, bo mnie potraktowano jak ledwo ciepły kawałek mięsa (i to chyba nie najlepszej jakości…). Pier…, nie robię.