Adhamie, gdzie jesteś?
Posted on Январь 15th, 2012 by Ослик
Jeśli się zastanowić, to moje życie składa się z pasma strat. Bardziej lub mniej świadomych. Bardziej lub mniej bolesnych. Po ostatnich dwóch załamałam się psychicznie i już który rok nie mogę odzyskać równowagi. W ramach ratowania tego, co jeszcze zostało, zamroziłam się psychicznie. Strat nie da się uniknąć, ale można zamortyzować milczeniem serca, zamkniętego w skorupę lodu. Myślałam więc, że jestem bezpieczna. Ale teraz jest Adham. Dar od Boga, od losu, kolejny przypadek? Adham nieubłaganie łączy się w mojej świadomości ze słowami “rak płuc”, “ostatnie stadium”, “leczenie paliatywne”. Niezbyt optymistyczna składanka, nieprawdaż? Adham jest dobry, serdeczny, otwarty, wybuchowy, trudny, ciepły…żywy. Jest jedną z nielicznych osób, z którymi się kontaktuję i jedyną osobą, zdolną zachęcić mnie do wyjścia na chwilę z zaklętego kręgu mojej własnej choroby, zmusić do myślenia i zaciekawić szare komórki, wpatrzone w pustkę. Adham jest bardziej ofiarny, niż możnaby się spodziewać - zawsze dostaję od niego więcej uwagi, niż jestem w stanie unieść. Jakby na zapas, na przyszłośc, na czas, kiedy już nic nie będzie. Człowiek, którego poznałam przypadkiem (?) i z którym rzadko się widuję, a gdy już jestem obok, to nie mogę się nacieszyć. Człowiek, o którym tak naprawdę niewiele wiem, ale wiem tyle, że jest cholernie odważny. Fascynuje mnie tak, jak fantastyczny ojciec może fascynować dziecko. Tak, mimo swoich niemałych już latek jestem w tej relacji dzieckiem. Słabym, chorym, lękliwym, nieufnym, ale pragnącym być tak samo dzielnym jak tata. Podziw i smutek. I świadomość, że wyrwa w pokrywie lodowej przyniesie cierpienie. Do straty nie da się przygotować, ona zawsze przychodzi niespodziewanie, nawet jeśli wiesz na pewno, że przyjdzie.

