Przekuwanie gówien na sukcesy

Posted on Январь 21st, 2012 by Ослик

Wczoraj wypad do Lublina na “niezobowiązującą” pogawędkę z MCL i przy okazji uczestnictwo w seminarium. N. miała odczyt. Chyba skubana zerżnęła kilka moich myśli, nie dając przypisu. Jak to trzeba uważać, co się pisze, bo nie daj Boże ktoś inny zechce to wykorzystać…i jeszcze da na Ciebie namiar z imieniem i nazwiskiem. Potem MCL kazała mi zostać i zaproponowała wspólna wyprawę do kawiarni. Wymigałam się sprytnie, mówiąc, że mnie mdli i nie chciałabym w drodze powrotnej współpasażerów w busie zarzygać. Wcale to nie było takie nieprawdziwe i przesadne, biorąc pod uwagę drogę do Lublina… Moja guru oznajmiła, że bronimy się absolutnie w TYM roku, bo w przyszłym coś tam coś tam będzie bardziej skomplikowane. To może być jeszcze bardziej? Poinformowałam ją o swojej niedyspozycji chorobowej, na co ona stwierdziła, że szybko powinnam za mąż i mi wszystko przejdzie. Hehe, żeby to takie oczywiste było :). Do domu dotarłam bez rzygów, ale taka zmęczona, że dzisiaj spałam nieprzyzwoicie długo. Tzn, od momentu, gdy wstała Zośka (czyli bardzo wcześnie w nocy, bo udawała się na zaliczenia do Wawy) to już tylko drzemałam jak szczur na gałęzi, ale dobre i to, biorąc pod uwagę wcześniejsze bezsenności. Tak “wogle” stary lek chyba zatrybił na dobre, co daje mi możliwość w miarę świadomie i czynnie przeżyć parę następnych tygodni i może coś nadgonić z dr. (tak, wiem, że kropki się nie stawia, ale to koniec zdania :) ). No i zbliżają się ferie zimowe! Grrrrrrrruuuuuraaaa!

Leave a Reply