Osiołkowe puzzle

Właściwie to nie wiersze…ot, takie małe okruszki codzienności, zebrane kiedyś. Już dawno nie piszę, chociaż czasami zaglądam do notatnika, w którym gromadziłam te myśli-ziarnka piasku i zastanawiam się, że kiedyś chyba moje oczy duszy widziały lepiej.

Przed tabernakulum
pali się mała
wieczna
lampka
Chcę być świetlikiem
siedzącym na Twej ciepłej
zatroskanej dłoni
Mateczko

***
Kąpię się
w promieniach Twojej miłości
jak radosny wróbel
zawsze wierny

***
Moja miłość
jest jak
grosik na tacy
Twoja
mierzy się wielkością
Krzyża

***
Droga krzyżowa
Idziesz przez
szemranie starych babć
niepoważną młodzież
księdza co
ciągle ma katar
ministrantów
robiących poważne miny
nudzący śpiew
nie płynący prosto z serca
ale gdzieś…
z żołądka
Idziesz
nigdy
nie ustając

***
Gdzie się ukryłeś
mocy moja
Duszo mojej duszy
szukam Cię
w ciemnościach wiary
rozpaczliwie

***
Dziurawe dłonie
i serce
załataj
Mateczko pocałunkami bo
zimno

***
Strach
ma wielkie oczy
Kłamstwo
krótkie nóżki
Pycha
jest ślepa
Krzywe zwierciadła
w których nie zobaczysz
Boga

***
Zapłakany deszcz
tuli się do
szyby
chowam się
w samotność
nigdy nie
osamotnioną

***
Spójrz
wyciągam do Ciebie
bezbronne palce
pełne prośby
po co słowa
wystarczy cisza
która
czeka

***
Przychodzisz
kocham ten
bez-szelest i
bez-dźwięk
ulżyj zmęczonym oczom
czarne litery
słowa bez ducha
klękam bez natchnienia
znów wsłuchuję się w
bez-ruch
stwórz coś
boli struna duszy
nadszarpnięta
bez-nadzieją
uśmiecham się
przecież jestem
z Tobą a nie
bez- Ciebie

Teraz zaś ściśle osłowato — odwołam się do klasyki:

Jean de La Fontaine
Złodzieje i osioł

Skradłszy osła, złodzieje dwa przyszli do zwady:
Jeden chować, a drugi zamyślał go sprzedać.
Gdy sobie gęste pięścią dawali okłady
I każdy myślał, jakby drugiemu się nie dać,
Nadbiega trzeci złodziej
I z osłem precz uchodzi.
Osłem biedna prowincja czasem się nazywa,
Złodziejem wtedy tamten i ten książę bywa,
Jak Transylwańczyk , Turczyn, Węgier trzeci.
Miast dwóch złodziei trzech już burdę nieci:
Dosyć się tego towaru nabrało.
Ale często zdobywca kraju nie dostanie,
Bo oto czwarty złodziej godzi szajkę całą,
Biorąc osła w posiadanie.

***
Jan Brzechwa
OSIOŁ I RÓŻA

Przemówił osioł do róży:
«Tak pani zapach mnie nuży,
A kolce, paniusiu złota,
To jest zwyczajna głupota.
I taka pani pąsowa,
Że boli po prostu głowa.
Niech pani weźmie pokrzywę:
Z niej są korzyści prawdziwe,
Bezwonna jest, no, a przy tym
Zjeść można ją z apetytem.
I każdy osioł to powie:
«Pokrzywa taka — to zdrowie!»

A na róża wyniośle
Odrzecze: «Na szczęście, ośle,
Nie same osły na świecie.»

«E, głupstwa paniusia plecie,
Już znam się na tej piosence,
Toć nas jest na świecie więcej!»

***
Jan Brzechwa
Osioł i wielbłąd

Był sobie raz osioł-garbus,
Co miał garb wielki jak arbuz.
Kogoś więc o podobnym szukając wyglądzie
Upatrzył sobie w Zoo małżeństwo wielbłądzie.
Wielbłądzica spojrzała na niego przez kraty
I rzekła do swego wielbłąda:
Czy widzisz tego osła, co się nam przygląda?
Mógłby mi się podobać, ale jest garbaty!»

***

Adam Mickiewicz

Osieł i pies

«Jeśli chcesz, ośle, by pies kochał ciebie,
Kochajże ty psa» — słowa są Lokmana.
Rozumiał je nasz osieł, boć już nie był źrebię,
Ale z nich drwił. Ta lekkość jak była skarana,
Opowiem dla was, bydłąt potomnych, nauki.

Ten osieł, niosąc jak zazwyczaj juki,
Szedł w ślad za panem; a za nimi z tyłu
Mający nad jukami i bydlęciem dozor,
Ledwie widny w kłębach pyłu,
Biegł pies, wywiesiwszy ozor.
Bogdaj takich dozorców! Przez drogi czas wszytek
Nie tknął się swego podwładnego łytek;
Owszem, bawiąc go, to z boku hercuje,
To się naprzód wysforuje,
Ogonem wciąż dla zachętu
Krętu-wętu.
Szli tak aż do południa.
Pan na skwar narzekał,
Siadł pod drzewem i zasnął.
Tegoć osieł czekał.
Obejrzał się i naprzód darń przy drodze siekał,
Potem postrzygać zaczął czubek miedzy;
Na koniec — przez rów hopsasa —
Widzi się w łące, jakoś mimo wiedzy.
Nie znalazł-ci tam przysmaków,
Chwastowiska ni bodziaków,
Lecz koniczyny do pasa.
«Będziesz się miała z pyszna!
Tylko ty, człowiecze,
Zmiłuj się, śpij!» — Tak westchnął i siecze a siecze.
Psu oskoma i pokusa:
«Mój osłosiu, od rana jestem na czczo, mdli mię;
Ty masz wędzonkę w jukach, aż stąd czuć po dymie;
Pozwól, że dam jej całusa.
Wiesz, jak zrobim? Ja stanę na dwie łapy dębkiem,
A ty przyklęknij na jedno kolano».
Nasz egoista, jak:by do muru gadano,
Siecze a żuje milcząc. Aż wreszcie półgębkiem
Wypchanym koniczyną: «Co się tu wałęsasz?
Poszedłbyś, psie, do nogi! Jak Jegomość wstanie,
Da ci się śniadanie!»
Odpowiedzi nie czekał
I obuszcząk znowu
Tak zarwał trawy,
Że aż wygryzł w ziemi dołek,
Klnąc psa, że mu przeszkadza.
Wtem nagle, zza rowu,
Błysnął ku niemu parą krwawych świec wilkołek,
Biorąc go na cel i na tuj.
Wtedy do psa: «Bracie, broń, ciuciu, na tu, ratuj!»
A pies: «Ja nie twój Ratuj ani twój pan Broniec,
Nie wrzeszcz i łąki nie tratuj!
Czekaj, aż jegomość wstanie
Na waści obronienie i poratowanie.»
W tejże chwili wilk osła dorznął.
Ot i koniec.

***

Aleksander Fredro

Osioł

Osiołkowi w żłobie dano,
W jednym owies, w drugim siano,
Uchem strzyże, głową kręci,
I to pachnie, i to nęci.

Od któregoż teraz zacznie,
Aby sobie podjeść smacznie?
Trudny wybór, trudna zgoda
— Chwyci siano, owsa szkoda,
Chwyci owies, żal mu siana.

I tak stoi aż do rana,
A od rana do wieczora;
Aż nareszcie przyszła pora,
Że oślina pośród jadła

— Z głodu padła.